Co miesiąc w okolicach 10′ego przypominam sobię powód dlaczego w ogóle zacząłem pracować, powód dla którego stałem się tym, kim obecnie jestem, czyli socjopatycznym świrem, który jest nie reformowalny. Powód dla którego giną miliony, “by żyło się lepiej”. Kasa. Kasa moi mili to takie ustrojstwo, które umożliwia nam spełniać nasze fanaberie, które umożliwia nam egzystencje, a gdy jest jej naddatek umożliwia alkoholizowanie się i tym podobne ekscesy. Jak np. żelki, które kocham. Jutro matki boskiej pieniężnej, a po odejściu od ściany płaczu, zostaje już jedynie alkoholizowanie się, tudzież uzupełnienie braków fanaberycznych widzi-misię.
A więc, 2-gi dzień w pracy. Fajnie. Wreszcie między ludźmi, można “odsapnąć” od zalegania na niemal madejowym łożu… co wiele nie mija się z prawdą. Pracy sporo, wczoraj bagatela 200 maili przeczytanych, trochę zaległości, jednym słowem jest co robić.
Niestety ale od dnia dzisiejszego beze mnie. Umieram na jakiś dziwny wirus. Przynajmniej na 11 dni czyli czas trwania L4.
Postaram się coś tam notować, ale obiecać tego działania nie mogę. To wszystko zależy tylko i wyłącznie od tego, na ile gorączka mi pozwoli, alb chociaż zejdzie do 38 stopni.

Jako że wczorajszy wpis był popełniony w niedzielę, czyli dzień pański błogosławiony wolnym od pracy (*) to numerację zaczynam od dzisiaj, a poniedziałek, jak to poniedziałek. Ciężki. Nie tylko z powodu natłoku spraw zaległych z weekendu, ale także z powodu średniej aktywności psycho-fizycznej w pracy. Ot taki jednodniowy sezon ogórkowy. W związku z zaistniałą sytuacją postanowiłem powalczyć ze swoimi zaległościami, i trochę odświeżyć swój logotyp, no i przede wszystkim pomysł na to, co chcę niebawem uruchomić (o czym pewnie jeszcze wspomnę nie raz
), swoją drogą, to trochę dziwne jest “pracować w pracy, pracy”, ale jak się okazuje podzielność uwagi, to mimo wszystkich doniesień ze świata nauki, i niejednokrotnie przemyśleń i tematów debat – to też mocna strona facetów. A propos tego stwierdzenia, to nasz handlowiec ostatnio stwierdził że “nie zna normalnego grafika, *graficzkę* owszem, ale graficy wszyscy są poEbani”. I coś chyba jest na rzeczy. Zbliża się nowa kampania jednego z polskich banków, więc zapowiada się pracowity i męczący tydzień, czas zregenerować siły wesoło machając piórkiem nad tabletem. A więc… do pracy rodacy!
Aktualizacja godzina 21:10
Wracając do tematu pracy, i nawiązując do przyszłych notatek, to z okazji kolejnej rocznicy… wszystkiego najlepszego Mac’ć’ku !
…powered by wordpress…
Kim jestem, co tu robię, po jakiego grzyba wypisuję jakieś pierdoły. Może dlatego by zapełnić resztę swojego czasu, wolnego, nie wolnego i tego pośredniego, a zapewniam że i taki istnieje. Blog będzie zapiskiem, mam nadzieję że dziennym, z wszystkiego co może spotkać socjopatę jak mnie. A przy okazji utrzeć nosa wszystkim blogom ku pokrzepieniu serc wszystkich tych, którzy wkładają niemniej serca, czasu, emocji i oczywiście pracy co chore dzieci narkomani, nieuleczalnie chorzy, kalecy społeczni, i wszyscy Ci, którzy są uprzywilejowani ze względu na swój status, i wygrywają rok co rok konkursy na bloga roku etc. Pora zmienić tę postać rzeczy, i pokazać że my normalni, no prawie normalni bo chyba taki do końca nie jestem, mamy szanse we wszystkim pomimo naszej “ułomności – normalności”. Cheers, thumbs up, alleluja i do przodu.